Wczoraj w Starym Sączu rozpoczął się 29. Jesienny Festiwal Teatralny. Na inaugurację widzowie obejrzeli sztukę „Casting na mumię”, której autorem i reżyserem jest Fred Apke. Starosądecka inscenizacja psychologicznego dramatu, mocno operującego ironią i groteską, była równocześnie ogólnopolską (a jak powiedział pan Jerzy Schejbal – nawet światową) premierą. Aktorzy i reżyser przez dwa tygodnie przygotowywali spektakl właśnie w Starym Sączu, mozolnie ćwicząc poszczególne fragmenty na scenicznych deskach Sokoła.

„To był świetny spektakl” – napisała mi w SMS-ie jedna z koleżanek. Podobnych opinii – po zakończeniu obu wczorajszych przedstawień – słyszałam wiele. Widzowie zachwycali się treścią sztuki (bardzo oryginalną), ale także artystycznym kunsztem znakomitej pary aktorów – wspomnianego Jerzego Schejbala i jego byłej studentki ze Szkoły Teatralnej we Wrocławiu, Marty Klubowicz.

Inspiracją do powstania sztuki była rzeczywista wystawa (jako eksperyment medyczny zorganizowana w Londynie), podczas której publiczność mogła obserwować proces mumifikacji człowieka. Apke wykorzystał to zdarzenie, by opowiedzieć o wymyślonym przez siebie castingowym spotkaniu dwojga niemłodych już ludzi, ale przede wszystkim skłonić do refleksji na temat etycznych granic naukowych eksperymentów oraz psychologicznych motywów bohaterów, których postawił naprzeciw siebie – w intymnej, pełnej napięcia konfrontacji.

Na scenie spotykają się dwie skrajnie różne postaci. Elisabeth Kranich – kandydatka na mumię, grana z pasją i ekspresją przez Martę Klubowicz, to kobieta o złożonej osobowości; porażona samotnością, niestabilna emocjonalnie, rozedrgana, nieustannie poszukująca uwagi innych. Za wszelką cenę pragnie udowodnić światu (a w ciągu spektaklowej godziny doktorowi Fuchsowi), że mimo upływu lat pozostaje atrakcyjna i wartościowa – zarówno fizycznie, jak i jako człowiek. W jej zachowaniu dominuje determinacja, nachalność, czasem nawet prowokacja. Zostanie mumią, obiektem muzealnej ekspozycji, traktuje jako swoistą formę odejścia ze świata (i uczynienia sensownym swojego samobójstwa), ale też przerażającą zemstę na życiu i ludziach, którzy ją zdradzili. W kulminacyjnych momentach konfrontacji ujawnia swoje zranienia i głęboko skrywane poczucie krzywdy.

Drugim bohaterem sztuki jest emerytowany lekarz – medyczny koordynator archeologicznego projektu, wcześniej chirurg kosmetyczny – znakomicie zagrany przez Jerzego Schejbala. Doktor Fuchs to człowiek zmęczony życiem i pracą, zamknięty w sobie i również dotknięty osobistą tragedią (samobójczą śmiercią żony), której z kontekstu sztuki możemy się domyślić. Jego ironia, sarkazm i ucieczka w alkohol są mechanizmami obronnymi, próbą odcięcia się od niełatwej rzeczywistości i agresywności kobiety („złośliwego, zaburzonego babska”), która nagle pojawiła się na jego drodze. Lekarz nie rozumie motywacji kandydatki na mumię, jej rozchwianych emocji, i – czasem również dosłownie – ucieka przed jej natarczywością.

W spektaklu pozornie dzieje się niewiele (rozmowa, robienie zdjęć, ważenie i mierzenie kandydatki na mumię); napięcie buduje słowo i subtelna gra emocji. Relacja między bohaterami opiera się na nieustannym balansowaniu między groteską a głębokim dramatem. Komizm wynikający z absurdalnych sytuacji (np. udawanych omdleń czy erotycznych prowokacji Elisabeth Kranich), a także ironicznych ripost doktora Fuchsa, stanowi niezbędną przeciwwagę dla trudnych tematów: samotności, bólu odrzucenia, zdrady, zemsty i śmierci.

Marta Klubowicz z udanym wyczuciem pokazuje wszystkie odcienie kobiecego cierpienia i walki o uwagę świata. Jej bohaterka jest zarazem śmieszna i tragiczna, irytująca i wzbudzająca współczucie. Doktora Fuchsa – w interpretacji Jerzego Schejbala – cechuje powściągliwość i zdystansowanie. Mężczyzna jest wycofany, chowa się za maską ironii, ale mimo to również nie potrafi ukryć głębokich, ciągle bolących ran. Dialog bohaterów – miejscami prowadzony na granicy absurdu – ukazuje prawdziwe ludzkie dylematy, wśród których widzowie bez trudu odnajdą również te bliskie sobie.

Scenografia „Castingu na mumię” jest bardzo skromna – utrzymana w czarno-białej kolorystyce, ograniczona do przedmiotów koniecznych. Nie odciągają one uwagi od tekstu i wzajemnych relacji bohaterów, ale pełnią ważną, nie tylko praktyczną funkcję. Dominacja bieli wprowadza atmosferę chłodu, sterylności, podkreślając laboratoryjny, eksperymentalny charakter tytułowego castingu. Waga – symbol oceny, wartościowania, a może nawet sądu nad człowiekiem – jest nie tylko narzędziem pomiaru; staje się niemal trzecim bohaterem sceny. Anatomiczny plakat przypomina o kruchości ludzkiego ciała…

Integralnym elementem spektaklu jest również muzyka angielskiego kompozytora z początku XX wieku R. W. Williamsa (bardzo cenionego przez reżysera), która otwiera i zamyka przedstawienie, spinając całość symboliczną klamrą. Muzyczne dźwięki budują nastrój, podkreślają atmosferę niepokoju i refleksji.

Sztuka Freda Apke to przede wszystkim zaproszenie do refleksji nad istotą ludzkiego losu. Poprzez groteskową sytuację castingu na mumię autor stawia pytania o motywacje ludzi naszych czasów: potrzebę bliskości i uznania, lęk przed samotnością i śmiercią. Bohaterowie sztuki – tak różni, a jednocześnie podobni w swoim zagubieniu – stają się metaforą kondycji współczesnego człowieka. Sztuka wymaga od publiczności skupienia i wnikliwego przyglądania się postaciom i ich reakcjom, chociaż – jak wcześniej wspomniałam – zawiera również elementy komiczne, które pozwalają na momenty wytchnienia. Finał spektaklu pozostaje niejednoznaczny, zaskakujący i otwarty na interpretacje. W końcowej scenie doktor Fuchs serdecznie przytula swoją bohaterkę, co – jak sądzę – dla wielu widzów jest zaskoczeniem. A co by było gdyby reżyser zdecydował się na inne zakończenie? Bardziej egoistyczną odpowiedź na końcowe pytanie Elisabeth: „Czego ty chcesz”? Zamiast niespodziewanego gestu bliskości jego bohater mógłby np., podobnie jak na początku sztuki, wznieść toast szklaneczką whisky i z ironicznym uśmiechem powiedzieć: „Moje zdrowie”… To byłaby chyba inna, mniej optymistyczna, odpowiedź na pytanie o cenę, jaką płacimy za własne wybory…

Ważnym elementem Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Starym Sączu są rozmowy z cyklu „Scena bliżej widza”, które z twórcami spektakli prowadzi dyrektor artystyczny Janusz Michalik. Wczoraj odbyła się pierwsza z nich, bardzo sympatyczna. Fred Apke opowiadał o swojej dramaturgicznej i reżyserskiej twórczości oraz okolicznościach powstania spektaklu „Casting na mumię” (poznaniu Jerzego Szejbala i prasowej notatce o londyńskim eksperymencie). Marta Klubowicz czytała jeden ze swoich wierszy i wracała wspomnieniami do pierwszego pobytu w Starym Sączu – czterdzieści lat temu, przy okazji kręcenia filmu „Wakacje z Madonną”. Zaś Jerzy Schejbal przywoływał sądeckie dzieciństwo, niezapomniane pejzaże i smaki (w tym ukochane pierogi).

Anna Skalska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *