
To jest nagłówek
Pierwsza środa Jesiennego Festiwalu Teatralnego była środą familijną. Do Starego Sącza, nie po raz pierwszy, przyjechał Teatr Lalek "Rabcio" z Rabki-Zdroju – tym razem ze sztuką "Złodziejski majster". Opowieść ta, jak zapewniał młodych widzów tłumnie wypełniających widownię Janusz Michalik, podobnie jak wiele bajek braci Wilhelma i Jakuba Grimm'ów, niesie uniwersalne prawdy, które mogą przydać się w dorosłym życiu.
"Złodziejski majster" miał w sobie wszystko, co powinno znaleźć się w sztuce dla dzieci – dynamikę, lekkość, zabawne, błyskotliwe dialogi, humor, pomysłowe dekoracje, świetne kostiumy, bardzo ładną oprawę muzyczną i najprawdziwszą, niemalże bajkową, trupę teatralną, która z grania czerpała prawdziwą, szczerą radość. Teatr bazujący na lalkach i maskach wydaje się być tym najprawdziwszym – łagodnie wprowadza w świat symboli i poezji, pozwala zrozumieć czym jest groteska, tworzy magiczny, baśniowy nastrój, bawi lub przeraża, tworzy przestrzeń między snem a jawą, w której wszystko staje się możliwe.
Co ważne - podczas spektaklu nie zabrakło interakcji z publicznością, interakcji która dała ciekawy obraz współczesnego świata. Na pytanie o potrawę z ziemniaków (w kontekście biednej, wiejskiej kuchni) padła jednogłośna odpowiedź – frytki! "Złotko" – żona hrabiego - została sklasyfikowana jako C3PO. Zaistniało pytanie "A kto to jest łajdak?", a próby stworzenia tajemniczej atmosfery cmentarza, zostały szybko rozpracowane i odarte z magii - "O! Patrz, te świeczki to na sznurku ciągną". Teatralna umowność nie ma szans z dziecięcą wyobraźnią.
Warto tu przytoczyć fragment "Złodziejskiego majstra", w którym pada stwierdzenie "drzewa trzeba prostować póki są młode". Tytułowy bohater jako młode drzewo nie został uwiązany do palika i wyrósł krzywo, został złodziejem. Złodziej jednak był to nietuzinkowy, sprytny i przebiegły, podstępny i szalenie inteligentny – zapewne znalazłby wspólny język z Janosikiem i Robin Hood'em. Szukając morału w tej historii można postawić tezę, że złodziej także może być dobrym człowiekiem z zasadami, że każdy ma jakiś talent i ambicje, ale przede wszystkim – że wzory zachowań i wartości wynosimy z domu oraz ze środowiska, w którym wzrastamy.
Scena dla młodego widza jest sceną bardzo wymagającą, co grupy teatralne specjalizujące się w sztukach stricte dla dzieci, wiedzą najlepiej. Współcześnie, gdy zatrważająca ilość dzieciaków najchętniej spędza wolny czas w przestrzeni wirtualnej, korzystając z bardzo dynamicznych, krótkich i wysoce angażujących treści – umiejętność skupienia uwagi na dłużej to ogromne wyzwanie. Receptywność na sztukę, notorycznie zagłuszana przez tiktoki i instagramy, musi być kultywowana, wspierana przez rodziców, pedagogów, twórców i organizatorów takich imprez kulturalnych jak Jesienny Festiwal Teatralny, bez względu na trudności, rozkojarzenie i poziom hałasu na widowni.
Pozostaje nadzieja, że repertuar kolejnych edycji zostanie poszerzony o więcej spektakli familijnych, bo tylko w ten sposób – nasiąkając teatrem – najmłodsze pokolenie będzie miało kiedyś szansę dokonać tego wyboru samodzielnie i do teatru chodzić z potrzeby serca. I to wcale nie dziwne, to piękne ;-).
Kaja Cyganik