Spektakl „Moja wersja prawdy”, który publiczności 29. Jesiennego Festiwalu Teatralnego w Starym Sączu zaprezentował wczoraj Teatr Garnizon Sztuki z Warszawy, to ambitna, interesująca i wyjątkowo przejmująca tragikomedia. Jej autor i reżyser, Radosław Kotarski, głęboko wniknął do wnętrza współczesnej polskiej rodziny, skłaniając widzów do refleksji nad złożonością ludzkiej natury i prawdą familijnych relacji.

Sztuka przedstawia spotkanie czworga rodzeństwa: Joanny (Magdalena Lamparska), Sary (Zofia Jastrzębska), Cezarego (Maciej Zakościelny) i Kacpra (Ignacy Jan Liss), którzy – w dniu pogrzebu ojca – gromadzą się w jego mieszkaniu, by podjąć decyzję w sprawie spadku. Pretekstem do ich burzliwej rozmowy jest zastany w domu bałagan, zaginięcie ojcowskiego laptopa, a przede wszystkim brak spisanego przez niego testamentu. Wśród rodzeństwa narasta atmosfera podejrzeń i wzajemnych oskarżeń. Wspólne śledztwo szybko ujawnia tajemnicę ostatniej woli ojca, ale przede wszystkim obnaża istniejące w rodzinie podziały i długo skrywane sekrety.

Przedstawienie intryguje od pierwszych minut. Najpierw wyrazistą scenografią – niecodziennym wystrojem mieszkania. Później aktorskimi kreacjami oraz interesującą formą – łączącą artystyczne działania sceniczne z interaktywnym zaangażowaniem publiczności. W końcu – samą fabułą, w czasie której bohaterowie konfrontują się zarówno z bolesną przeszłością, jak i z własnymi wersjami prawdy, motywacjami i emocjami. Co prawda zbyt wczesne ujawnienie zagadki testamentu nieco osłabia napięcie, ale – moim zdaniem – zupełnie nie wpływa na ostateczny odbiór spektaklu.

Mocnym punktem sztuki jest dogłębna analiza rodzinnych relacji. Między rodzeństwem nie ma żadnych więzi. Ich rozmowy są pełne niedopowiedzeń, wzajemnych pretensji i zawoalowanych oskarżeń. Od lat nie potrafią się ze sobą komunikować (niewiele wiedzą o swoim życiu), a każde ich spotkanie staje się areną walki o własne racje. W sztuce szczególnie wyraźnie zarysowane zostały podziały wynikające z nieprzepracowanych traum z dzieciństwa oraz odmiennych rodzinnych doświadczeń. Pomiędzy Joanną i Cezarym oraz Sarą i Kacprem jest kilkanaście lat różnicy; obie pary rodzeństwa mają też inną matkę. Ich wspólne nazwisko nie oznacza więc wspólnej historii.

Każda z występujących w spektaklu postaci skonstruowana została z dużą dbałością o psychologiczne niuanse. Motywacje bohaterów są złożone; zachowania zaś wynikają z osobistej historii i głęboko zakorzenionych żalów. Starsza z sióstr – najbardziej zaangażowana w opiekę nad chorym ojcem Joanna, która pod maską stanowczości ukrywa lęki samotnej matki – próbuje przejąć kontrolę nad sytuacją i „sprawiedliwie” (na cztery) podzielić ojcowski majątek. Sara – instagramerka i kobieta sukcesu, zaczyna rozumieć własne błędy i wyraźnie tęskni za bliskością. Będący w spektrum autyzmu Cezary, dodatkowo mocno zraniony w dzieciństwie, jest wycofany i zamknięty w sobie. Młodszy z braci, Kacper, który nie potrafi wybaczyć ojcu porzucenia rodziny, na każdym kroku demonstruje swój cynizm. Głęboką wrażliwość i maskowany przez lata ból ujawnia dopiero w chwili prawdy o testamentowym zapisie.

Niewątpliwą wartością sztuki Kotarskiego są świetne kreacje aktorskie, zwłaszcza Macieja Zakościelnego i Ignacego Jana Lissa. Wrażliwość, z jaką Zakościelny wcielił się w postać autystycznego introwertyka, spotkała się z prawdziwym uznaniem widzów – wyrażonym brawami, ale także podczas pospektaklowego spotkania. Aktor zrezygnował z oczywistych gestów i stereotypowych zachowań, skupiając się na drobnych detalach: mimice, sposobie poruszania, specyficznej modulacji głosu. W jego interpretacji Czarek był wzruszający, wrażliwy, czuły, a przy tym autentyczny i nieprzerysowany. Przygotowując się do roli, Zakościelny oglądał filmy, seriale i audycje dotyczące osób ze spektrum autyzmu, wziął także udziale w programie „Autentyczni”. Wspominał o tym w rozmowie z Januszem Michalikiem – z cyklu „Scena bliżej widza”.

Wyjątkowy autentyzm, świeżość i energię wniósł do spektaklu Ignacy Jan Liss – dla mnie aktor numer jeden wczorajszego wieczoru. Jego interpretacja Kacpra – „czarnej owcy” rodziny – przykuwała uwagę od pierwszego momentu. Liss znakomicie połączył cynizm swojego bohatera z chwilami jego prawdziwego wzruszenia, tworząc postać budzącą głęboki emocjonalny rezonans. Przemiana Kacpra, dla niektórych być może zaskakująca, stała się jednym z najbardziej intrygujących elementów przedstawienia.

Jak wspomniałam na początku, „Moja wersja prawdy” to spektakl tragikomiczny, ale jego komizm nie wynika z pustych gagów czy nadmiaru wulgaryzmów. Źródłem śmiechu, który dosyć często pojawia się na sali, jest przede wszystkim błyskotliwa analiza rzeczywistości. Humor niosą dialogi, gesty, a nawet nieporozumienia rodzinne, które – choć bolesne – bywają absurdalnie śmieszne. Reżyser umiejętnie balansuje między śmiechem a wzruszeniem, pozwalając widzowi na chwilę oddechu od trudnych tematów.

Ciekawym rozwiązaniem inscenizacyjnym sztuki Koterskiego jest integracja z publicznością. Aktorzy wychodzą poza „czwartą ścianę”, nawiązując ezpośredni kontakt z widownią – powierzają jej swoje tajemnice (również te zapisane w testamencie), proszą o opinię, wciągają w rodzinne śledztwo. Dzięki temu widzowie stają się nie tylko obserwatorami, ale także współuczestnikami wydarzeń; mogą poczuć, jak trudne są decyzje bohaterów. Interaktywność sprzyja refleksji nad własnymi doświadczeniami i skłania do zadania sobie pytania: „A jaka jest moja wersja prawdy?”.

Interesującym elementem spektaklu jest również jego scenografia (zdominowana przez intensywny kolor różowy), która już od wejścia na salę budzi ciekawość i skłania do interpretacji. Róż, kojarzony z dzieciństwem, niewinnością, ale również z kiczem i sztucznością, staje się tłem dla rodzinnych dramatów. Może symbolizować próbę zachowania pozorów szczęścia, maskowanie bólu, albo – przewrotnie – potrzebę powrotu do dziecięcej prostoty i szczerości. Funkcja scenografii nie jest jednoznaczna – widz sam musi zdecydować, czy róż rozbraja napięcie, czy je potęguje? Jest ironią, czy wołaniem o uwagę?

„Moja wersja prawdy” – przez festiwalowych widzów przyjęta owacjami na stojąco – to nie tylko opowieść o rodzinie, ale przede wszystkim uniwersalna refleksja dotycząca naszych relacji. Kotarski zwraca uwagę na rolę komunikacji, otwartości i codziennych gestów. Podkreśla, że brak rozmowy prowadzi do narastania podziałów, a nieprzepracowane żale mogą zniszczyć nawet najbliższe relacje. Przesłanie sztuki jest jasne. Każdy z nas ma swoją wersję prawdy, ale tylko wspólna rozmowa pozwala odnaleźć sens i zrozumienie, a w konsekwencji – uratować nawet najbardziej skomplikowaną rodzinę.

Anna Skalska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *