
Naiwność to cecha, która budzi skrajnie różne emocje. Z jednej strony wydaje się niewinną pozostałością młodzieńczej otwartości i szczerości. Z drugiej – bywa przyczyną bolesnych rozczarowań, gdy świat okazuje się mniej przyjazny niż zakładaliśmy. Może być źródłem nadziei, ale i nieostrożności prowadzącej do utraty kontroli nad własnym losem.
O naiwności można i trzeba mówić poważnie, ale można też z ironią i dużą dawką humoru, tak jak w spektaklu Teatru Robotniczego im. Bolesława Barbackiego w Nowym Sączu – zaprezentowanym publiczności w przedostatnim dniu 29. Jesiennego Festiwalu Teatralnego.
Atutem „Scen naiwności” jest dobrze napisany tekst. Jego autor, Krzysztof Kędziora, inteligentnie igra z widzem, nieustannie balansując między farsą a bolesnym realizmem. Intencje dramaturga dobrze odczytał Janusz Michalik – reżyser lubiący postaci z pogranicza rzeczywistości i groteski. Przygotowana przez niego inscenizacja udanie łączy humor z domową psychologią, a w konsekwencji bawi i skłania do refleksji.
Dwie pierwszoplanowe role żeńskie grają: Dorota Kaczmarczyk i Monika Zagórowska. Obie dobrze się rozumieją, uzupełniają i – co podkreślały – świetnie czują razem na scenie.
Główną bohaterką spektaklu jest Danuta, prawdziwa królowa naiwności, której postać znakomicie kreuje Dorota Kaczmarczyk. Danuta ma swoje słabości – lubi poplotkować, a sąsiadkę Malicką chętnie wysłałaby już do „Bożego królestwa”, ale w gruncie rzeczy jest dobrą i serdeczną emerytką. Niestety, ufną do granic absurdu! Wciąż daje się wodzić za nos, naiwnie wierząc w dobre intencje wszystkich, których spotyka na swojej drodze. Bez refleksji przyjmuje telefoniczną informację o tym, że jej wnuczek popadł w konflikt z prawem, i gotowa jest oddać wszystkie oszczędności, chociaż nie ma wnuczka! Regularnie płaci zaliczki na poczet „nagrody” (wycieczki na Bali), kupuje straszliwie drogie ścierki, wierząc, że zostały zaprojektowane przez specjalistów z NASA, wydaje mnóstwo pieniędzy na „odpromiennik”, który ma ją uchronić przed działaniem żyły wodnej…
Skrajna ufność jest życiową słabością Danuty, ale – paradoksalnie – siłą jej scenicznej postaci. Widzowie patrzą na kolejne przykłady jej łatwowierności (a nawet głupoty) i… darzą ją coraz większą sympatią. Duża w tym zasługa Doroty Kaczmarczyk, która swoją bohaterkę portretuje z wdziękiem i lekkością; każda mina, gest czy intonacja głosu to mały majstersztyk aktorskiego rzemiosła.
Przeciwieństwem Danuty jest młodsza od niej Bożena, która jednym celnym komentarzem potrafi sprowadzić na ziemię naiwną przyjaciółkę. Kobieta jest pragmatyczna, z dystansem patrzy na świat, a jej sarkastyczne uwagi są jak zimny prysznic dla gorącej, łatwowiernej duszy Danuty. Grająca Bożenę Monika Zagórowska została do tej roli dobrana idealnie; z wyczuciem posługuje się komizmem, ale też ostrą ironią, budując postać wyrazistą i barwną.
Jednym z przedstawicieli świata męskiego jest w spektaklu Waldemar Połomski – podstarzały donżuan i spryciarz, który podobno potrafi załatwić każdą sprawę. Przed laty nosił wymowny kryptonim „Inseminator” i, choć lata mijają i siły witalne już nie te, wciąż wzbudza zainteresowanie kobiet. Zbigniew Dziedzic, który wciela się w rolę Waldemara, kreuje swoją postać z dużym urokiem. Umiejętnie łączy pewność siebie z autoironią, dzięki czemu jego bohater jest jednocześnie ujmujący i groteskowy. Aktor subtelnie podkreśla jego wdzięk (wciąż niewątpliwy!) oraz nieprzemijającą chęć podtrzymania młodzieńczych nawyków.
Wśród postaci męskich istotną rolę odgrywa jeszcze nieśmiały Mieczysław Malicki (syn nielubianej przez Danutę sąsiadki z góry, jak się okazuje już nieżyjącej), który boryka się z samotnością i brakiem odwagi wobec kobiet. Nie potrafi się zdobyć na bezpośrednią rozmowę z Danutą, za to podrzuca jej kwiaty i tajemnicze liściki, dzwoni, ale się nie przedstawia, i puszcza głośno piosenki Jerzego Połomskiego, bo w czasie jego młodości podobały się dziewczynom. W konsekwencji zostaje wzięty za włamywacza oszusta i gwałciciela (trzy w jednym) i przywiązany do krzesła. Przyznaję, że sama długo myślałam, że to naciągacz, a tu… nieporadny romantyk.
Janusz Michalik z udaną delikatnością oddaje wewnętrzne, mocno już anachroniczne, rozterki granego przez siebie bohatera. Aktor używa subtelnej mimiki, przez telefon mówi cichym, nieśmiałym głosem, wykonuje nieporadne gesty – jest autentycznie zagubiony. A scena uwięzienia na krześle – wyborna!
Barwną galerię bohaterów dopełniają jeszcze: oszustka Malwina Jarzębina (Elwira Michalska) i policjant-oszust (Grzegorz Niesporek) – postaci jednocześnie groteskowe i bardzo współczesne. Ich działania, motywowane chęcią łatwego zysku, stają się katalizatorem wielu komicznych, a jednocześnie gorzkich zdarzeń.
Fabuła „Scen naiwności” składa się z kilku ujęć, przedzielonych głosem narratora (Mieczysława Filipczyka) informującego o czasowym odstępie poszczególnych zdarzeń. To, co działo się w spektaklu, zostało w dużej mierze przywołane przy okazji charakterystyki poszczególnych postaci, dodam więc tylko, że działo się dużo i było ciekawie, a czasem zaskakująco. Mieszkanie odwiedzały dziwne postacie, odbierano niepokojące telefony… Były też upojne sceny miłosne i dużo słownego komizmu – niewulgarnego!… I był jeszcze Jerzy Połomski (nie, tym razem nie Waldemar!), który bardzo chciał opowiedzieć, jak to jest „z dziewczynami”… O reszcie nie napiszę, bo tym, którzy komedii nie widzieli, zepsułabym fajną zabawę.
Wspomnę jeszcze tylko o scenografii Wojciecha Stefaniaka (jednego z najbardziej cenionych współczesnych scenografów), która w sposób niezwykle realistyczny oddawała wnętrze niewielkiego mieszkania w dużym mieście (bardzo ciekawie pokazano współczesne bloki za oknem) – z nutą nowoczesności, ale i domowej przytulności. Meble, bibeloty, detale – wszystko współgrało z klimatem spektaklu, podkreślało też kontrast między codziennością a niecodziennymi scenicznymi wydarzeniami.
Przedstawienie bardzo się widzom podobało; od pierwszych minut żywo reagowali na sceniczne wydarzenia. Był śmiech i spontaniczne brawa, ale były też momenty ciszy – przestrzeń na konieczną refleksję.
Ile jest w nas z Danuty? Czy sami nie bywamy zbyt łatwowierni, pozwalając, by inni korzystali z naszej ufności? Jak bronić się przed bezduszną manipulacją? Odpowiedzi szukajcie w „Scenach naiwności”!
Anna Skalska